niedziela, 20 września 2026

W życiu najważniejsze jest zdrowie

Hej ho! Jak zawsze witam Was po prawie rocznej przerwie, ale chyba jesteście przyzwyczajeni do mojego znikania na dłuższy czas. Strasznie dużo rzeczy wydarzyło się w tym roku, a mamy dopiero wrzesień. Trochę smutków, trochę miłych momentów, ale głównie niespodziewane zwroty akcji. Nigdy nie może być u mnie nudno. Zaczynając szybkie streszczenie ostatnich miesięcy chciałabym na wstępie wspomnieć o przeszczepie włosów, który miałam robiony w zeszłym roku. Jezu, od listopada cały czas zmagam się z zaakceptowaniem mojego tyłu głowy, który nadal odrasta. W momencie, gdy włosy były już na tyle "długie" aby móc założyć doczepy zdecydowałam się na *naprawdę* długie włosy. To był bardzo miły emocjonalnie oraz wizualnie czas, ale wiedziałam, że nie potrwa długo bo nie chciałam osłabiać moich naturalnych włosów na potylicy. Na początku września zrezygnowałam więc z przedłużanych włosów i obcięłam swoje przed ramiona. Nie do końca jestem jeszcze na ten moment zadowolona z tej drastycznej zmiany, ale wiem, że czasem trzeba odpuścić, aby uzyskać lepsze efekty. Przeszłam (i nadal przechodzę) strasznie ciężką drogę w kontekście moich trychologicznych problemów, ale finalnie uważam, że było warto poświęcić się dla aktualnego efektu po przeszczepie. Jest mi ciężko i często przechodzę przez moje kłaki załamania nerwowe, ale to minie. Mam przynajmniej taką nadzieję.. Wróciłam też do mojej pasji z dzieciństwa, a mianowicie łyżwiarstwa figurowego. Nagrywałam filmy z treningów na tiktoka, ludzie bardzo kibicowali mi w moich lodowych perypetiach. Dawno nie widziałam tyle wsparcia ze strony obcych mi osób w moją stronę?? Niesamowite uczucie.. Nie trwało to niestety zbyt długo, bo musiałam zrezygnować z treningów przez powiększającą się kontuzję stawu skokowego. Czeka mnie operacja przeszczepu chrząstki w mojej kostce, ale na to jeszcze przyjdzie czas. Na razie muszę dojść do siebie po innej, bardziej aktualnej zdrowotnej katastrofie. Kolejnym podpunktem wartym opowiedzenia jest podróżniczy aspekt 2026 roku. W lutym pojechałam z mamą na koncert Laufey do Wiednia, gdzie spędziłam super czas. Trochę odpoczęłam wtedy po bardzo uciążliwej sesji egzaminacyjnej na uczelni, a moja mama pierwszy raz od dawien dawna doświadczyła słynnego city break'a. Następna podróż była już ciutkę dalej ponieważ na majówkę poleciałam z rodzicami na La Palmę, a tam taplałam się w basenie, zwiedzałam góry i doliny, jadłam pysznego arbuza i korzystałam z promieni słonecznych. Zdecydowanie w tym roku postawiłam na witaminę D i nigdy nie byłam tak opalona jak teraz. Kolejna podróż? Dania i następny city break z mamą w akompaniamencie Hayley Williams, bo właśnie na jej koncert wybrałyśmy się z mamą w Kopenhadze. W lipcu natomiast poleciałam na prawie miesiąc do Stanów Zjednoczonych, gdzie odwiedziłam Florydę, Nowy Jork, New Jersey i Key West. O tej podróży mogłabym rozpisywać się w nieskończoność, ale przy okazji wspomnień z tego miejsca pierwsze co przychodzi mi do głowy to ogromny ból brzucha, który w późniejszym czasie okazał się kamicą żółciową.. Ale o tym później. Następny przystanek: Anglia. Poleciałam razem z moim kolegą Kamilem do Londynu na festiwal All Points East aby zobaczyć Zare Larsson, Oklou, Pink Pantheress i Lorde, a dwa dni później spełniłam swoje ogromne marzenie i wybrałam się ze znajomymi na koncert Ariany Grande. Następnie pojechałam do Birmingham, aby kolejnego dnia razem z moją koleżanką Agatą wybrać się na festiwal do Leeds. Tam widziałam Adele, Skepte, Declana McKenna oraz moją najukochańszą Charli XCX. Wycieńczona ilością wydarzeń wróciłam autobusem do Londynu, z Londynu do Aylesbury i z Aylesbury do Luton, gdzie czekał na nas samolot powrotny do Katowic. ...I z Katowic dwa tygodnie później udałam się do Rzeszowa, gdzie wycięli mi pęcherzyk żółciowy. Pierwszy raz w życiu byłam pod narkozą i poziom stresu, ogólnej histerii i zdezorientowania mogłabym określić jako najgorsze w moim życiu. Całe szczęście jestem już po wszystkim i pełna szwów na brzuchu drukuję na klawiaturze dzisiejszego posta. Nie za bardzo mogę jeść cokolwiek, ale powoli rozszerzam swoją dietę i staram się zebrać siłę do pracy bo UWAGA! Dostałam pracę! Co prawda nie jest to nic docelowego, ale zostałam rejestratorką medyczną w jednej z poradni psychologicznych. Niesamowicie podoba mi się to miejsce, atmosfera panująca tam, cały zespół... Jestem bardzo usatysfakcjonowana. Zaraz wracam na studia. Przede mną jeszcze 2,5 roku intensywnej nauki na uczelni i jestem szczerze przerażona tym co czeka mnie w nadchodzącym semestrze. Mimo wszystko spinam dupsko bo nigdy nie czułam do czegoś takiego powołania jak do pracy w zawodzie psychologa. Każdy z nas ma w swoim życiu różne kryzysy, ale te studia dają mi ogromnego napędu do działania i chyba właśnie o to chodzi w życiu? Aby cieszyć się z wykonywanej przez nas pracy? Nie wiem, tak sobie gdybam. Lalkowo ten rok nie był obfity w powiększanie mojej kolekcji. Skupiłam się na polepszaniu wyglądu moich dziewczyn, inwestowałam w peruki, ubrania, ciałka i jakoś tak wyszło, że przygarnęłam Dal Puki, Dal Rise, Pullip Neo Angelique i MiniFee Alicie z Fairylandu w moje skromne progi. Przy okazji wysłałam dwie Pullip do Pikariny na malowanie i jest spora szansa, że Amika po tylu latach gnicia w witrynie z brudnym makijażem jeszcze w tym roku wróci do mnie jako najpiękniejsza lalka w mojej kolekcji. Zastanawiałam się jeszcze nad zakupem kilku stockowych lalek, np. Pullip Prunella, Pullip Seila, czy po raz trzeci Pullip MyMelody, ale na razie się wstrzymuję bo chcąc niechcąc mam inne wydatki. Przede mną remont mojego mieszkania i nie mogę pozwolić sobie na wydanie wszystkich środków na plastiki haha.. Mamy jeszcze kilka miesięcy do końca roku. Zostawiam sobie więc otwartą furtkę na napisanie do Was jeszcze raz w najbliższym czasie z apdejtem zdrowotno-życiowym, a teraz znikam i zostawiam Was z kilkoma "świeżymi" zdjęciami z tego roku.
Do następnego! :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za miłe i szczere komentarze, za te mniej miłe też dziękuję!
A może chcesz o coś zapytać? - Śmiało! Bez krępacji! Na pewno Ci odpowiem. Jeśli nie w komentarzu, to na twoim blogu! ♥