czwartek, 18 listopada 2021

Spies

Nowy rok akademicki rozpoczął się przeprowadzką z Katowic do Warszawy. W zeszłym roku "mieszkałam" już w tym mieście, ale po wypadku ze spadającym sufitem, covidem i śmiercią dziadka wróciłam do domu rodzinnego po raz kolejny. Nic specjalnego nie zmieniło się w moim życiu od 2020 roku, może troszeczkę bardziej przyzwyczaiłam się do uczucia pustki i straty, aczkolwiek wiem jak niefortunnie może to zabrzmieć. Przecież nic nie mogło się zmienić i w tym roku straciłam znowu bliskie mi osoby.

Ostatnio skończyłam 22 lata, od października jestem na 4 roku studiów (nadal prawo, nothing new), mieszkam sama, bolą mnie plecy i mam wrażenie, że moje nastoletnie narzekanie na świat było na tyle lekkie, że powinnam być wdzięczna za każdy "gorszy" dzień w czasach gimnazjum, czy liceum. Bycie prawie dorosłą kobietą z takim emocjonalnym bagażem powinno być nielegalne. Nie umiem sobie nadal radzić z emocjami, kiedy nie biorę leków odczuwam zespół odstawienny, a noce dłużą się coraz bardziej ponieważ znów bardzo często nie potrafię zasnąć. Nic nowego. Depresja.

Od jakiegoś czasu zaczęłam też bardzo serdecznie analizować swoje znajomości i przyjaźnie, które na przestrzeni lat cholernie wpłynęły na moje aktualne samopoczucie. Odnoszę wrażenie, że ludzie którymi się otaczam szukają w większości korzyści z naszej relacji, a moja chęć bycia z kimś forever & ever zaburza racjonalne reagowanie na takie sytuacje. Strasznie mnie to boli, bo naprawdę niczego w życiu nie cenię sobie bardziej niż zdrowie, rodzina, przyjaciele i szczere, dobre intencje. Zbyt poważnie i emocjonalnie podchodzę do niektórych relacji. Stop, wróć. Zbyt poważnie i emocjonalnie podchodzę do WSZYSTKICH relacji, bo chciałabym odczuć w końcu komfort  prawdziwej stabilizacji. Tego brakuje mi najbardziej. 

Ale nie mogę też narzekać na brak bliskich, bo dzięki lalkowaniu poznałam wiele wspaniałych duszyczek, które swoją obecnością w moim życiu trzymają mnie w pionie, a stare miłości i przyjaźnie jeszcze nie zardzewiały, ale każda bliska mi osoba mieszka na tyle daleko, że ten paskudny dystans utrudnia mi regularny kontakt i nie pozwala na zdrowe myślenie. 

A co jeśli oni mnie nienawidzą? Może są przy mnie z litości?

Niestety bardzo cierpię nawet jak powinnam czuć się kochana i chciana. Powinnam mówić o tym głośno, ale ludzie szybko zrażają się do osób, które są niestabilne i mają problemy w głowie. Czuję lęk, strach i smutek. 

Wiem, macie to pewnie absolutnie i głęboko w dupie, bo ten blog stworzony został do dzielenia się zdjęciami lalek i szerzenia uśmiechów wokół całego naszego community, ale traktuję to miejsce jako swoją bezpieczną przystań w której raz na jakiś czas mogę wylać z siebie trochę żalu i zaczerpnąć świeżego powietrza.

Nie myślcie też, że zostawię Was tylko z gonitwą moich myśli. Zrobiłam kilka zdjęć, które może Wam się spodobają, a może i nie. Chciałabym przedstawić Wam kilka moich nowych lalek, które siedzą zamknięte w szafie w moim mieszkaniu centralnie nad moim łóżkiem. Bardzo je kocham i żałuję, że nie mam możliwości (oczywiście przez metraż i rozkład mebli) na wystawienie ich w jakiejś pięknej szklanej gablocie. Może kiedyś.



Trzymajcie się ciepło, ściskam mocno i do następnego!